środa, 20 kwietnia 2011

szafka #4: La Prunella

"La Prunella" to ładne imię,  nawet jeśli pomysł wziął się z lewego górnego rogu obrazka, gdzie widnieje właśnie jako nazwa kafejki lub marki wina beaujolais nouveau. Więc la Prunella siedzi i degustuje, a ja się cieszę, że szafka podługim werniksowaniu trafiła do adresata. To klasyczny decoupage: collage różnych wzorów, trochę cieniowania akrylem i złocenia - suchym pędzlem.

Początek:

I koniec:


poniedziałek, 14 marca 2011

specjalizacja: szafka

Niestety, nie założę bloga "craftowego", w kórym wystawię na widok publiczny dekorowane centymetr po centymetrze mieszkanie, w którym wszystko is so perfect, że nadaje się tylko do wyświetlenia w sieci, bo żyć się w tej przestrzeni nie da - albo nie ma już czasu. Choć oczywiście podziwiam ludzi z pasją i dzieła ich rąk. Idea jednak przyozdabiania domu jako pomysł na życie nigdy do mnie nie przemawiała, daleko bardziej jednak dom wypełnić mogą wzajemne relacje, rytuały codzienności, muzyka, pamiątki po ludziach i miejscach, ulubione kąty i - oczywiście - biblioteka z całą masą pozaginanych rogów, woluminów wykąpanych w wannie lub herbacie, za to takich, co z człowiekiem przeszły jakiś kawałek życia, choćby kilkudniowy.

Poza tym w historii zajmowania się decoupagem mam skromny dorobek, za to są w nim aż trzy szafki na klucze. Myślę, że jest to absolutnie niezbędny element wyposażenia, o tak! Gdzie podziać klucz do lodówki w czasie odchudzania, albo jak gębę zamknąc na kłódkę, gdy zajdzie konieczność ugryzienia się w język?

Przepraszam za jakość zdjęć, przynajmniej jedno pochodzi z czasów przedaparatowcyfrowych.

Sytuacja wyjściowa:
  Pierwsza szafka, do naszego przedpokokoju, a la Gitarra:
 
 Druga, na wieś, bo ginęły wszystkim klucze do garażu, drewutni, bramy itp.


 

Szfka trzecia, na prezent dla kuzynki, do domu wyposażonego w amatorską kolekcję antyków/sprzętów z odzysku:



Ciąg dalszy nastąpi, pracuję nad szafką numer cztery.

poniedziałek, 7 marca 2011

kategoria: instalacja

Współcześnie więc zajmuje mnie sztuka bardzo użytkowa, przydomowa, rzec by można. Poniżej - instalacja "Inhalacja". Zainstalowałam bowiem domowników wokół filiżanek z gorącym roztworem soli i olejków eterycznych. Powinni się ukazać w dodatku der Dziennika i w Wysokich Obcasach w temacie przedstawień w zakresie dychotomii "służba/władza". Czy jakoś tak. Żeby tylko instalacja, przepraszam, inhalacja, była skuteczna!

czwartek, 17 lutego 2011

szkicownik ekspresowy

Na okazję ferii, zwolnień lekarskich i braku łączności z internetem poza hot spotami dwa razy w ciągu dnia podlegam obowiązkowi niepracowania. Dla osoby o moim profilu osobowości jest to męka czyśćcowa, by wyrazić się dobitnie, choć przecież staram się cieszyć razem z dziećmi wakacjami w domu. Dziś podczas pracy z Grzybkiem, gdy on koloruje, a Skakanka lepi, mam jeszcze pięć minut przed obiecanym dzieciom końcem domowych kompletów. Wykorzystuję na bazgranie na kartce. Wiem, wiem, że nie ma się czym chwalić; podobieństwo takie sobie, kreski niestaranne, walor do bani. Ale każdy z Was, kto zmuszony byłby dzień za dniem od wielu dni zasadniczo być domatorem, dostałby na głowę. To się nie dziwcie, że zamieszczam.

Poniżej więc pięciominutówka na temat Skakanki lepiącej z plasteliny.

niedziela, 17 października 2010

tutu

Dla Skakanki na balet. Ze znalezionych resztek dekoracji sali na naszym weselu (tiul) oraz z tasiemek i wstążek pasmanteryjnych. Nie tam żadne "designs that inspire", ale nie musiałam kupować na allegro. Się uszyło. Rozmyślam o produkcji seryjnej, z większą ilością wariacji i warstw, ale szyje się jak po grudzie, tiul wchodzi pod stopkę. Zatem pozostaje bardzo amatorski unikat;)

środa, 13 października 2010

strachy

Zrobiliśmy wczoraj. Odstraszają jesienne depresyjki, mówią, że wcale nie jest tak zimno. W tle goździki skradzione z rabaty przez Bartków.



wtorek, 5 października 2010

gabinet dentystyczny

Jako pokłosie dramatycznych wypadków związanych z poszukiwaniem dentysty na początku zeszłego tygodnia, a następnie wizyty z szeroko zakrojonymi pracami wiertniczymi, Skakanka organizuje kiszonkowy gabinet dentystyczny. Wydaje się, że dzieci w sposób o wiele bardziej naturalny niż dorośli oswajają lęki przez konfrontację.
To zielone na buzi Jacka/George'a, to plomba "wojskowa", jak stwierdzono w gabinecie.